Takie przypadki nie są częste- pewnie to jakiśtam ułamek procenta wszystkich rzutów patykiem, ale się zdarza. W mojej praktyce weterynaryjnej widziałam co najmniej kilkanaście różnego rodzaju i kalibru urazów spowodowanych aportowaniem patyków.
Oczywiście, mnie też zdarza się postępować lekkomyślnie w myśl zasady: "przecież tyle lat to robię i nigdy nic się nie stało". Głupie, ale typowe dla większości ludzi. Na szczęście pewnego dnia szperając w internecie natrafiłam na to:
Wiem, wygląda nieco... niepokojąco i zdecydowanie osobom dorosłym może się dość jednoznacznie kojarzyć, ale wierzcie mi- to jest bezpieczna wersja patyka, czyli KONG SAFESTIX. Nie namyślając się długo kupiłam, chociaż wątpiłam w duszy w to, że kongowy patyk może zastąpić psu przyjemność płynącą z upolowania i rozgryzienia prawdziwego patyka. Zwłaszcza Vena, jak by nie patrzeć- staffik, lubuje się w rozprawianiu z patykami na śmierć- szarpie je, gryzie, aż w końcu zostają wióry. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że SAFESTIX nie tylko w zupełności zawładnął Veną (na tyle, że mając w alternatywie patyk i piłeczkę zdecydowanie wybiera SAFESTIXA!), ale też skłonił babcię Elzę do wygłupów:
Do tego SAFESTIXy pływają, co dla moich psów jest dopełnieniem szczęścia:
I można się nimi szarpać:
Tak więc cała nasza czwórka jest bardzo zadowolona z zakupu. Wprawdzie cena- około 50 zł za rozmiar S nie jest zbyt zachęcająca, ale trzeba przyznać, że SAFESTIX:
- jest wykonany z nietoksycznego, bardzo trwałego materiału- po miesiącu intensywnego używania (m.in. przez rottweilera i staffika) na obu STIXach pojawiły się jedynie delikatne rysy zębów
- pływa
- jest dobrze widoczny zarówno w wodzie, jak i trawie
- świetnie i daleko się nim rzuca
- rozmiar S w zupełności wystarcza nawet dla psa wielkości rottka
- jest lekki
Do minusów na pewno muszę zaliczyć wygląd, który naprawdę wywołuje dość jednoznaczne skojarzenia i może powodować żenujące sytuacje... Ale psy go kochają!!!







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz